Siedziałem w kawiarni mieszając łyżeczką kawę. Spoglądałem w napój, zastanawiając się co dalej robić. W moim otoczeniu panowała nuda niesłychana. Chciałem od niej uciec hen daleko. Ależ no cóż.... Nikogo nie rwie do poznania mnie, a jak sam zadecyduje z kimś pogadać to ucieka na drugi koniec wyspy. Mogłem wtedy nie straszyć ludzi że w nich się wgryzę wypijając krew i pozabijam, a z ciał zrobię sobie ozdóbki. Głupi ja.... Jakby do tego incydentu nie doszło to teraz miałbym super życie towarzyskie.
Wyszedłem z kawiarni. Ruszyłem wolnym chodem przez las. Spoglądałem w ziemie. Taka samotna jak ja....
<Dokończy ktoś? Nie chce mi się dłuższego pisać ;-; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz