środa, 28 stycznia 2015

Od Lilith cd Max'a

Zatrzymałam się gwałtownie. Ktoś nas śledzi.
-O co chodzi? -spytał lekko zdezorientowany Max.
Cicho wyciągnęła sztylet. Gdy postać zbliżyła się wystarczająco blisko krzyknęłam.
-Schyl się!
Chłopak postąpił według moich poleceń a ja rzuciłam w postać. Trafiłam w brzuch więc to go nie zabiło. Jednak tracił coraz więcej krwi. Podeszliśmy do niego a ja wyjęłam swój sztylet z jego ciała. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Jednak gdy przyjrzałam mu się bliżej mogłam przysiąc że wyglądał jak... Mój ojciec.
-Nie dotykaj go!
Jednak było już za późno. Potwór zacisnął dłoń na nadgarstku chłopaka. Max stracił przytomność a "mój ojciec" przybrał postać chłopaka. Jego rana gwałtownie się zagoiła. Chciałam go pchnąć nożem ale ten się tylko uśmiechnął i zwiał.
-Ku*wa.
Kucnęłam przy chłopaku. Przyłożyłam mu dwa palce do szyji jednak wiedziałam że to nic nie da. Przecież oni nie mają tętna. Jednak klatka chłopaka zaczęła powoli się podnosić i opadać. Żył ale był w kiepskim stanie. Jakby ten potwór wyssał z niego całą siłę życiową.
Chwilę mu to zajęło ale otworzył nieznacznie oczy. Gdy zobaczył moją lekko zmartwioną twarz uśmiechnął się.
-Nie tak łatwo się mnie pozbyć.
-Niestety ale kiedyś znajdę sposób - uśmiechnęłam się. Lubiłam się z nim przekomarzać.
Pomogłam mu usiąść.
-Co się tak właściwie stało?
-Nie słyszałam jeszcze o czymś takim. Pewnie będę musiała poczytać o tym w starych księgach.
-Ty będziesz czytać? -zaśmiał się.
-Tak. Niektórzy mają tą zdolność.
-Dobra. Chce dorwać tego skurczybyka jak najszybciej. Pamiętasz jak wyglądał?
-Jak ty.
-Chyba też uderzyłaś się w głowę. Nie mam brata bliźniaka.
-Wiem co widziałam idioto. Przybrał twoją postać i nie sądzę by miał dobre zamiary.

<Max? może wena powróci c: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz