Siedziałem w lesie. Rozmyślałem na tematy ważne i nie. Byłem na tej okropniej wyspie, gdzie straszyły duchy, a do tego brakowało mi krwi. Chodziłem w tym smętnym miejscu, wołałem te duchy... nic, zero krwi! A ona ma taki piękny kolor... tak pięknie smakuje. Proszę, dajcie mi krew! Cóż, nie mogłem zrezygnować. Konieczność zmusiła mnie do wypicia własnej krwi.
- Ach! Aaa! - jęczałem, choć właściwie byłem wielce zadowolony z siebie. A potem... padłem na ziemię zmęczony, osłabiony...
<Ktoś? Uprzedzam, Danny ma problemy psychiczne...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz