Zaczął coś gadać, że jestem zła i on też musi. Wyrwał mi się i zaczął
dalej dewastować pomniki. Tego było za wiele. Podeszłam do niego zła.
Złapałam go i przyszpiliłam do najbliższego drzewa.
-Słuchaj mnie teraz uważnie. Każda istota która jest nieprzytomna i
budzi się z głową pod wodą reaguje tak samo jak ja. - Mówiłam spokojnym
opanowanym głosem. - Doceniam fakt, że chciałeś mi pomóc.
-Akurat. - Zakpił ze mnie. - Jeśli byś to doceniła nie potraktowałabyś tak mnie.
Jego słowa zadały mi ból. Moje oczy zrobiły się większe, serce zaczęło
bić tak mocno, że mało co nie wyskoczyło z mojej klatki piersiowej.
-Każdy z nas jest inny. Ja boję się śmierci... - Nastała kolejna chwila
ciszy. Cofnęłam się kilka kroków wstecz. Spojrzałam w jego oczy, było w
nich widać smutek tak samo jak w moich.
-Przepraszam jeszcze raz. - Wyszeptałam tak cicho, że nawet nie wiem czy
mnie usłyszał. Obróciłam się i powoli ruszyłam w stronę hotelu.
Danny, pozwolisz odejść Emi :>?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz